Z okna pociągu: Mikołajki Pomorskie i powroty po latach
Okazuje się, że w czasach PRL-u, dokładnie w połowie lat 80., mój mąż bywał w Mikołajkach Pomorskich całkiem regularnie. Jeździł tam na tzw. „fuchy”. We wsi mieścił się obiekt należący do Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska”, w którym skupowano zboże. Choć minęło już ponad 40 lat i mąż nie pamięta dokładnie, czy był to młyn gospodarczy, czy „tylko” magazyn i punkt skupu, do dziś doskonale pamięta unoszący się tam zapach mąki. To właśnie tam, razem z kolegą, naprawiali instalację elektryczną.
Kolejny raz mąż odwiedził tę miejscowość dwadzieścia lat temu. Z tamtej wizyty najbardziej utkwił mu w pamięci widok dwóch kościołów – katolickiego oraz ewangelickiego. Zresztą w Mikołajkach mieszkał jego znajomy, z wyznania ewangelik, który na co dzień pracował na kolei.
Skoro mąż pojawiał się tam niemal równo co dwie dekady – najpierw 40 lat temu, potem 20 – uznaliśmy z uśmiechem, że teraz nie ma wyjścia i za jakiś czas trzeba wsiąść do pociągu i pojechać do Mikołajek Pomorskich ponownie!😂


Komentarze
Prześlij komentarz