Mleczewo z okna pociągu - marsz do Sztumu z wędkami

 


Widok z okna pociągu na mały przystanek w Mleczewie (wiosce liczącej zaledwie około 240 mieszkańców) natychmiast przywołał we mnie wspomnienia sprzed dobrych 35 lat. Dziś to tylko cicha stacyjka na trasie z Malborka do Iławy, ale dla mnie i mojego brata stała się kiedyś areną prawdziwego wyścigu z czasem.

Wszystko zaczęło się od braterskiej wyprawy na ryby. Wsiedliśmy w poranny pociąg i już około 4:00 rano zameldowaliśmy się w Ząbrowie, tuż przed Iławą, by rozstawić wędki na rozlewiskach rzeki Osy. Ryby niespecjalnie dopisywały, ale przecież nie o sam połów chodziło. Brat musiał iść tego dnia na popołudniową zmianę do pracy, więc koło południa spakowaliśmy sprzęt i ruszyliśmy w drogę powrotną do Gdańska. Plan był idealny — spokojna przesiadka w Malborku i zapas 2–3 godzin przed rozpoczęciem pracy.

I wtedy dopadł nas pech.

Nasz pociąg nagle stanął w Mleczewie. I nastała cisza - awaria zasilania. W tamtych czasach nie mieliśmy telefonów komórkowych, a informacje z zebranych na peronie rozmów z obsługą pociągu nie napawały optymizmem: awaria jest poważna, a postój potrwa co najmniej kilka godzin. O zdążeniu do pracy tym pociągiem mogliśmy zapomnieć, a pracodawcy nie było nawet jak zawiadomić.

Wtedy narodził się szatański plan. Ubrani w gumowce, obładowani ciężkimi plecakami, wędkami i siatką z niezbyt obfitym urobkiem, wysiedliśmy z pociągu. Postanowiliśmy iść pieszo do Sztumu, skąd kursowała komunikacja miejska do Malborka.

Samo południe, żar lejący się z nieba, zero wiatru, a sprzęt wędkarski z każdą minutą ważył dwa razy więcej. Musieliśmy wyglądać co najmniej egzotycznie — dwóch gości w kaloszach, maszerujących z wędkami po rozgrzanym asfalcie w tempie ślimaka (może 3 km/h). Szybko okazało się też, że wizja „bliskiego Sztumu” była nieco zbyt optymistyczna, bo do przejścia mieliśmy ponad 6 kilometrów.

Na nasze szczęście po drodze spotkaliśmy dobrą duszę, która uświadomiła nas, że miejski autobus z Malborka wcale nie kończy biegu w Sztumie, ale dojeżdża aż do Czernina — miejscowości leżącej bliżej Mleczewa! Resztką sił dotarliśmy na przystanek. Rozkład usłużył nam idealnie: autobus nadjechał po chwili.

W pojeździe odbyła się ekspresowa metamorfoza — brat w mistrzowskim tempie zrzucił wędkarskie rynsztunki i przebrał się w wyjściowe ciuchy do pracy. Do Malborka dotarliśmy rzutem na taśmę, przesiadka się udała, a brat zameldował się na stanowisku dokładnie o czasie.

Kiedy kilka dni temu, podczas podróży do Iławy przypomniałem tę historię żonie, uśmiała się do łez. Pamiętała tę wyprawę doskonale — głównie dlatego, że ryb przynieśliśmy wtedy co nic. Ale wspomnienie piechoty przez Mleczewo i Czernin pozostało niezastąpione!



Komentarze

Popularne posty